wtorek, 19 maja 2015

Rozdział dwudziesty dziewiąty. Dzieciak z bogatej dzielnicy



Gdybym miała trzy tysiące funtów nie wahałabym się przed oddaniem ich Niallowi, żeby mógł spłacić swój dług. Może byłoby to lekkomyślne, ale i tak zrobiłabym wszystko, żeby mu pomóc. Sprawdziłam nawet swoje konto, żeby dowiedzieć się, jak wiele mi brakuje, ale suma, którą zarobiłam w restauracji mojego taty była śmiesznie niska. Z resztą, miałam dziwne przeczucie, że Niall i tak nie przyjąłby ode mnie pieniędzy.
Wieczorem przyszła do mnie Victoria i prawie cały wieczór spędziłyśmy na oglądaniu głupich filmików na youtubie. Miałam ochotę powiedzieć jej o wszystkim, co ciążyło mi na duszy, ale nie chciałam zdradzać jej sekretów Nialla. Sama przecież nawet nie dowiedziałam się o nich od niego.
- Mam pomysł – odezwała się nagle Victoria, kiedy mały kotek z filmiku wskoczył na deskę surfingową i zaczął machać jedną łapką w wodzie, by odpłynąć od brzegu basenu. – Pojedźmy pod namioty.
Popatrzyłam na nią z wahaniem. Żadna z nas jeszcze nigdy nie była pod namiotami.
- Nie musi być gdzieś daleko, przecież wszędzie dookoła są lasy – ciągnęła Vicky. – Wystarczy znaleźć jakąś polanę i rozbić namiot. Możemy wziąć chłopaków, żeby nam pomogli…
- Chłopaków? – Victoria i Michelle z nikim oficjalnie się nie umawiały, więc kogo miała na myśli?
- No wiesz… ty weźmiesz Nialla, ja Johna, a Michelle tego gościa, z którym ostatnio ciągle się spotyka.
- Michelle się z kimś spotyka? – Chyba za mało z nią rozmawiam, bo nawet nie wiedziałam, że moja przyjaciółka kogoś ma. Ale zaraz… Kogo chce zaprosić Victoria?! – JOHN? Nie mów mi, że wróciliście do siebie…
- Tak wyszło… - Vicky wzruszyła ramionami. – A Michelle ciągle mówi, że z tamtym chłopakiem to nic poważnego, ale ja już swoje wiem– mrugnęła do mnie porozumiewawczo. – Próbowałam z niej wyciągnąć jego imię, ale jest strasznie uparta. Ale! Jeśli zgodzi się na namioty, to poznamy tego jej tajemniczego alwaro.
Zrobiłam niepewną minę. Sama nie wiedziałam, czy mam ochotę jechać pod namioty. I czy Niall zgodzi się jechać z nami. Ciągle miałam wrażenie że istnieje ogromna przepaść pomiędzy jego znajomymi a moimi.
- Sama nie wiem…
- Jude! Nie chcesz wiedzieć z kim chodzi Michka? – uśmiechnęłam się, słysząc to zdrobnienie. – Proooszę. Przecież wiesz, że ja umieram z ciekawości. No i chcę w końcu przespać się w namiocie.
No dobra – westchnęłam i od razu zobaczyłam minę zwycięzcy na twarzy Victorii. – Ale najpierw muszę pogadać z Niallem. Jeśli on pojedzie, ja też.


Powoli zaczynałam lubić adrenalinę, która towarzyszyła jeździe na motorze. Wcześniej głównie bałam się o swoje życie, ale teraz chyba zrozumiałam, dlaczego Niall tak bardzo to kochał. Do tego zauważyłam, że blondyn jest naprawdę dobrym kierowcą. Nie tylko w wyścigach, ale także podczas zwyczajnych przejażdżek. Prowadził pewnie i łagodnie, tak, że czułam się prawie bezpieczna sunąc po jezdni osiemdziesiąt kilometrów na godzinę z kaskiem, jako jedyną ochroną na głowie.
Niall zabrał mnie na tor wyścigowy kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Dojechanie tutaj zajęło nam dobrą godzinę, ale było warto, bo po drodze mijaliśmy najpiękniejsze widoki jakie można było zobaczyć we wschodniej Irlandii. A trzeba przyznać, że nie jesteśmy zbytnio rozpieszczani pod tym względem.
Najbardziej jednak w jeździe na motorze podobało mi się to, że mogłam być blisko Nialla. Nie mogliśmy za wiele rozmawiać, bo pęd powietrza i silnik motoru skutecznie wszystko zagłuszały, ale sam fakt, że siedziałam przytulona do jego pleców… Pleców, które ostatnio zaczęły mi się zaskakująco seksownie kojarzyć. Poważnie, nie wiem co jest w tych męskich plecach, ale strasznie mnie pociągają. A więc siedziałam tak przez bitą godzinę, wciągając zapach perfum Nialla wymieszanych ze spalinami.
Na torze nie było nikogo oprócz nas i na początku myślałam, że Niall karze mi usiąść na trybunach, które znajdowały się w pobliżu, podczas gdy on będzie ćwiczył do zawodów, ale on nawet nie zatrzymał się kiedy wjechaliśmy na teren przeznaczony dla zawodników. Przyspieszył jeszcze, a ja mocniej uczepiłam się jego koszulki na brzuchu. Poczułam jak wciąga powietrze, jak każdy mięsień w jego ciele tężeje, kiedy skupia się na jeździe. Skręciliśmy ostro. Dokładnie tak jak na filmach, przechylając się pod kątem ostrym nad żwirem.
Niall pochylił się niżej nad kierownicą, więc automatycznie postąpiłam tak jak on.
Całym ciałem poczułam, że przyspieszamy jeszcze bardziej i powoli zaczynało mi brakować powietrza w płucach, więc przycisnęłam głowę do pleców Nialla i odetchnęłam głęboko. Zbliżał się następny zakręt, więc skupiłam się, na trzymaniu się Nialla. Zamknęłam oczy.
Dosłownie po kilku sekundach Niall wyhamował ostrożnie. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła, byliśmy za linią mety.
- Chyba pobiłem jakiś rekord – powiedział Niall, kiedy w końcu zmusiłam swoje palce do puszczenia jego koszulki. Była okropnie pognieciona w miejscach, gdzie go trzymałam. – Muszę częściej z tobą jeździć.
Zeszłam z motoru. Uśmiechnęłam się do Nialla, a on patrzył na moje usta, jak gdyby chciał mnie pocałować, ale jednocześnie nie chciał przerywać mojego uśmiechu. Taki słodki gość z tego Nialla.
- Chcesz nauczyć się jeździć na motorze? – zapytał. Popatrzyłam na niego w zaskoczeniu. Przez chwilę nawet się wahałam.
- Chyba jeszcze nie do końca ufam tej maszynie… - szepnęłam, kręcąc głową. Nie mogłabym się zmusić, żeby samej, z własnej woli odpalić motor. – Ale daj mi kilka tygodni, zaczyna mi się to podobać.
- Naprawdę? – ucieszył się Niall. – To świetnie.
Kiwnęłam głową.
- No i wiesz… nie chcę ci robić konkurencji. – Udałam, że strzepuje pyłek z ramienia. Niall zaśmiał się i wyciągnął rękę w moją stronę, obejmując mnie za plecami i przysuwając bliżej siebie.
- Ach tak? – wyciągnął szyję, żeby mnie pocałować, ale zatrzymał się tuż przed moimi ustami. – Wątpię w to. Jestem najlepszy.
- Jesteś też bardzo skromny, mówił ci to ktoś?
- Kilka osób. Częściej mówią o moim niesamowitym wyglądzie, potem dopiero wspominają talent i charakter.
- Rozumiem. – Pocałowałam go w usta z głośnym cmoknięciem. Zawsze śmieszył mnie ten dźwięk. – Jakie ja mam szczęście, że na ciebie trafiłam – westchnęłam.
- Nawet sobie nie wyobrażasz.
Zaczął mnie całować. Kiedy stałam obok motoru, na którym siedział Niall byłam od niego wyższa i dziwnie się czułam, musząc się pochylać, żeby odwzajemnić pocałunek, ale tylko chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do tej nowej sytuacji.
- Niall, chyba musimy porozmawiać – przerwałam pocałunek, odsuwając się od niego delikatnie.
- Brzmi poważnie…
- Bo to poważny temat – zawahałam się. – Chodzi o twoje długi. Musimy… Musisz coś z nimi zrobić, bo inaczej Clyde…
Mina Nialla stężała.
- Skąd wiesz o Clydzie?
- Harry mi powiedział – powiedziałam po chwili intensywnego myślenia. Czy Harry będzie miał kłopoty przez to, że powiedział mi o co dokładnie chodzi z długami Nialla? – Wyglądałeś na zdenerwowanego tam wtedy w domu, więc chciałam wiedzieć co cię tak wyprowadziło z równowagi. Nie bądź na mnie zły, proszę.
Niall na początku ściągnął brwi w gniewnym grymasie, ale po usłyszeniu mojego ostatniego zdania, jego mina złagodniała i szybko wyciągnął rękę, żeby złapać moją dłoń. Przez chwilę wpatrywał się w nasze złączone palce.
- Nie jestem na ciebie zły. Po prostu… nie chcę żebyś musiała się martwić moimi problemami. Sam się w to wpakowałem.
- Nic na to nie poradzisz – wzruszyłam ramionami. – Jesteśmy razem i cokolwiek ciebie męczy, będzie też męczyć mnie.
- Clyde kiedyś bardzo mi pomógł, wiesz? Był dla mnie jak ojciec. W sumie, to był lepszy niż ojciec, bo naprawdę nauczył mnie życia. Nie wiem, ile Harry ci o mnie powiedział, ale może zacznę od początku, co? – uśmiechnął się do mnie, starając się zachować pogodną twarz, chociaż widziałam, że jest mu ciężko.
- Chodźmy gdzieś usiąść – zaproponowałam.
Poszliśmy na trybuny i usiedliśmy w przedostatnim rzędzie. Stąd widać było całą trasę wyścigową. Była dłuższa i bardziej kręta niż mi się wydawało, kiedy tamtędy jeździliśmy.
- Ja i Harry wychowaliśmy się na jednej ulicy – zaczął Niall. – Gdy byłem mały nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak pieniądze. Moi rodzice mieli ich tyle, że w sumie nigdy nawet o nich nie rozmawiali, po prostu gdy czegoś było nam potrzeba, magicznie się to pojawiało. I tak wyglądał mój świat, dopóki nie skończyłem sześciu lat.
Potem zachorowała moja mama. Miała raka mózgu, tego, który zmienia człowieka w prawdziwego skurwiela. Nawet ojciec po pewnym czasie nie mógł już z nią wytrzymać, ale nigdy mi tego nie powiedział. Po prostu widziałem to po nim. Każdego wieczoru, kiedy mamie w końcu udało się zasnąć, albo odpłynąć po lekach, siadał w fotelu w salonie i uśmiechał się do siebie z ulgą. Miał te kilka godzin spokoju, bez rozwrzeszczanej, narzekającej na wszystko kobiety, jaką stała się moja mama.
Zmarła dość szybko, nie walczyła z rakiem, po prostu zasnęła którejś nocy i już nigdy się nie obudziła. Byłem jeszcze mały, a ojciec już zaczął szukać mi nowej mamy. Macochę numer jeden znalazł po roku. Była całkiem miła, poważnie. Miała długie blond włosy zupełnie jak moja mama i świetnie gotowała. Myślę nawet, że ojciec naprawdę mógłby się w niej zakochać, gdyby nie przyszła do niej informacja, że jej były mąż został odnaleziony w jednym ze szpitali w Iraku. Wcześniej uznali go za zmarłego, bo zaginął podczas misji wojskowej. Tydzień później macocha numer jeden była już w drodze do Dublina, by odzyskać swojego ukochanego męża. Długo nas przepraszała, ale w sumie na niewiele się to przydało.
Macochy numer dwa i trzy były identyczne, szczupłe i tępe, naprawdę irytujące. Pierwsza zdradziła mojego ojca z jego najlepszym przyjacielem, a druga odeszła zaraz po tym, jak splajtowała jego firma. Niezły ubaw, mówię ci. Cały dzień przekonywał mnie, że Trójka jest z nim z miłości i nigdy by go nie zostawiła. Mieliśmy o tym porozmawiać podczas kolacji, ale Trójka nigdy nie przyszła do domu. Następnego dnia przysłała kogoś po swoje rzeczy i już nigdy więcej o niej nie słyszałem.
Macocha numer cztery z początku była moim faworytem. Ojciec znalazł nową pracę i w końcu stanął na nogi, a Czwórka pojawiła się gdy tylko odzyskał Jaguara, którym zwykle jeździł do pracy. Była pośrednikiem handlowym i wyglądała jak typowa kobieta sukcesu – młoda, ładna, inteligenta. Chciałem udowodnić ojcu, że ona też nie jest z nim z miłości i wtedy zrobiłem coś głupiego… Wiem, że tego nie zrozumiesz, bo ja też nie jestem z tego teraz dumny, ale pamiętaj, że to było dobrych kilka lat temu, dobrze?
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
- Uwiodłem ją i nagrałem całą noc. Potem powiedziałem o wszystkim ojcu i pokazałem mu film. Byłem na niego zły… Zły bo pozwolił manipulować sobą tylu żałośnie zdesperowanym na jego pieniądze kobietom. I zły, bo żadna z nich nie była nawet w połowie tak niesamowita jak moja mama. No, może macocha numer jeden była ok. Ale reszta…
- Nagrałeś seks ze swoją macochą i pokazałeś to ojcu? – czułam obrzydzenie, patrzyłam w oczy Nialla, ale nie mogłam ukryć jaki zawód sprawiło mi jego zachowanie. To co zrobił było okrutne.
- Mówiłem ci, że nie jestem z tego dumny. Chciałem mu dać nauczkę i… ja… sam nie wiem, co sobie wtedy myślałem. Wydawało mi się, że to będzie nawet śmieszne, wiesz? Zmieniłem się od tego czasu…
- Wiem – szepnęłam. Miałam nadzieję, że to prawda. – Jak zareagował twój ojciec?
- A jak myślisz? – prychnął Niall z nutą bezradności w głosie. – Wyrzucił mnie z domu. Nie ją, macochę, tylko mnie. Wiedział, że zrobiłem to, żeby go upokorzyć.
- Wyrzucił cię? – patrzyłam na swoje buty, bo nie mogłam znieść kontaktu wzrokowego z Niallem. Myślałam nad tym co powiedział mi Harry. – Harry powiedział, że…
- Że uciekłem z domu? – Głos miał rozbawiony, ale wiedziałam, że mocno przeżywa tę rozmowę i tylko kryje swoje emocje pod krzywym uśmiechem. – Taka jest oficjalna wersja. Poszedłem do jego domu i powiedziałem mu, że nie mogłem wytrzymać nowej macochy i uciekłem. Przesiedziałem u niego kilka dni, ale mieszkał wtedy za blisko mojego starego domu. Nie chciałem, żeby ojciec kiedykolwiek zobaczył mnie w tamtych stronach. Nawe nie wiem dlaczego… Może trochę bałem się, że nadal będzie na mnie zły, ale chyba jeszcze bardziej nie chciałem, żeby mi wybaczył i poprosił, żebym wrócił.
- Dlaczego? – zdziwiłam się.
- Sam nie wiem… To by było takie upokarzające. Dla mnie. Mój ojciec, po tym wszystkim co mu zrobiłem, jednak okazałby się być człowiekiem. Potem dowiedziałem się, że żona numer cztery sama od niego odeszła.
Zapadła chwila ciszy.
- Ok., w sumie to dowiedziałem się, bo przyszła do mnie. Chciała ze mną zamieszkać, ale byłem wtedy spłukany i żyłem w jakiejś norze z Louis’m i Liamem. Grałem też  trochę w zespole Harry’ego, ale szybko znudziło mnie brzdąkanie na gitarze do starych smętów. Gdy chłopaki znaleźli sobie dziewczyny wyprowadzili się, a mnie nie było stać na czynsz. Spędziłem dwie noce na ulicy. Potem poszedłem do przytułku, bo zgłodniałem. Poważnie, nawet zimno nie jest tak straszne, ale kiedy nie masz w ustach niczego przez czterdzieści osiem godzin powoli zaczynasz fantazjować o zjedzeniu własnych ubrań.
Tam właśnie spotkałem Clyde’a. Chyba odwiedzał kogoś, bo nie wyglądał na gościa, który potrzebuje miejsca w przytułku dla bezdomnych. Zaproponował mi pomoc, a ja oczywiście odmówiłem. Spytał się mnie czy znam się na samochodach, bo potrzebuje mechanika do swojej firmy. Wyglądał na kogoś komu można było ufać, ale ja nie miałem pojęcia o naprawie aut. Byłem dzieciakiem z bogatej dzielnicy, kiedy coś mi się psuło, kupowałem nowe, a najtańszym samochodem jakiego dotknąłem był wtedy Mercedes Benz macochy numer dwa. Wyśmiałby mnie, gdyby się o tym dowiedział, więc powiedziałem, ze nie szukam pracy... I tak mnie wyśmiał.
Dwa tygodnie później złapali mnie za kradzież. Próbowałem ukraść telefon i sprzedać go, żeby mieć na czynsz w jakimś normalnym mieszkaniu. Nie do końca wyszło tak, jak planowałem, ale w areszcie dowiedziałem się, że ktoś wpłacił za mnie kaucje i mogę wyjść. Okazało się, że Clyde obserwował mnie cały ten czas.
Clyde dał mi mieszkanie i nauczył pracy w warsztacie. Wtedy też zacząłem majstrować przy motorach. Nigdy nie jeździłem, ale trudno jest pracować przy czymś dzień w dzień i nie skusić się na małą przejażdżkę. Okazało się to zaskakująco łatwe. Clyde też zauważył, że dobrze mi idzie i kupił mi mój pierwszy motor. Zacząłem brać udział w wyścigach i po kilku próbach zarobiłem tak swoje pierwsze pieniądze, które nie należały do mojego ojca albo Clyde’a.
Z pracy w warsztacie i wyścigów mogłem spokojnie znaleźć własne mieszkanie i nie martwiłem się już o jedzenie. Powoli wyszedłem na prostą i wtedy Clyde przestał być taki milusi. Zaczął wyliczać mi, ile we mnie zainwestował i kazał oddać całą sumę. Myślałem, że już po mnie. Clyde słynął z takich chwytów, najpierw komuś pomagał, potem staczał go na dno, ale ja już raz byłem na dnie i myślałem, że ze mną tak nie zrobi. Wygrane z wyścigów oddawałem mu i tak spłaciłem swój dług, chociaż zajęło mi to dobre kilka miesięcy. Dopiero niedawno mogłem zatrzymać cała wygraną sumę i, poważnie, nie wiedziałem co zrobić z pieniędzmi.
Na wyścigach zazwyczaj nie wygrywa się wiele – kontynuował. - Nie w tak małym mieście, bo zwykle wygrane zależą od zakładów, a tutaj nikt poważnie nie podchodzi do takich rzeczy. Żeby wygrać w tysiącach potrzeba zakładów w setkach, a kogo tutaj tak naprawdę stać na takie wygłupy?
- Skoro spłaciłeś już Clyde’a, dlaczego wciąż chce od ciebie pieniędzy? – zapytałam.
- Ostatnio porozwalałem kilka jego rzeczy podczas wyścigu… Mam dwa tygodnie, żeby zwrócić mu trzy tysiące, ale problem w tym, że… znów wyszedłem na zero.
- Nie masz nawet grosza?
- Mam na jedzenie i rachunek za mieszkanie na ten miesiąc. Dlatego też muszę się ścigać. To mój główny dochód.
Zacisnęłam usta. To ja zabraniałam Niallowi brać udział w wyścigach, więc teoretycznie to moja wina, że nie ma pieniędzy na spłatę swoich długów. Ale przecież to nie ja kazałam mu rozwalać te rzeczy Clyde’a!
- Co jeśli nie oddasz mu tych pieniędzy?
- O to się nie martw – pocałował mnie w czoło. Niall naprawdę uważa, że jeśli zrobi coś, co jest dokładnym przeciwieństwem jego naturalnego zachowania to nie nabiorę podejrzeń? Poważnie?!
- Niall…? – Nie chciałam dać za wygraną.
- Naprawdę, nic się nie martw. – Uśmiechnął się blado.
- Ale co się stanie, jeśli…
- Oddam mu te pieniądze – przerwał mi.
- Ale…
- Skończ temat.
Skończyłam temat.


_________________________________

Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. W środę mam ostatnią maturę - ustny polski - i wracam do pisania, więc rozdziały będą sie pojawiały znacznie częściej. Do tego w końcu zebrałam się i rozpisałam kilka rozdziałów w przód, więc pisanie ich powinno być znacznie łatwiejsze i szybsze. Mam nadzieję :P Jak podobała wam się historia Nialla?

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział !
    Nie wiem czy powinno tak być, ale... szkoda mi Niall'a.
    Mam nadzieję, że uda mu się spłacić ten dług.
    Nie mogę doczekac się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  2. :< I tutaj też sie zastanawiam czy coś sie pojawi :<

    OdpowiedzUsuń
  3. UWAGA UWAGA, TUTAJ FLORENSS TYLKO Z INNEGO KONTA NA GMAILU!!! ZGUBIŁAM HASŁO DO TEGO KONTA I NIE MOGĘ WSTAWIAĆ NOWYCH POSTÓW... JESZCZE NIE WIEM CO Z TYM FAKTEM ZROBIĆ, ALE PRAWDOPODOBNIE TO KONIEC BLOGA, BO WENA ZNIKNĘŁA RAZEM Z HASŁEM :C BYŁO MI NAPRAWDĘ MIŁO PISAĆ TO WSZYSTKO I CZYTAĆ WASZE KOMENTARZE, ALE PRZESZEDŁ NA MNIE CZAS. ZACZYNAM STUDIA, MOJĄ WYMARZONĄ FILOLOGIĘ SZWEDZKĄ I CHCIAŁABYM SIĘ TEMU ODDAĆ BEZ RESZTY, WIĘC ŻEGNAJCIE I POWODZENIA ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. najlepszy imagin jaki w zyciu czytałam, a sporo ich było! manm nadzieję ze jeszcze kiedys tu sie cos pojawi, jak przyjdzie ci znow vena i znajdziesz trochę czasu. masz niesamowity talent i mysle ze taki historia zasługuje na dokończenie. Zyczę ci powodzenia na studiach i w zyciu zawodowym jak i prywatnym. Nigdy nie zapomne o istnieniu tej przegenialnej histori . //Alex x

    OdpowiedzUsuń
  5. Więcej, więcej, więcej! Przeczytałam wszystkie rozdziały. Masz świetny styl pisania!

    OdpowiedzUsuń